fbpx

Stawanie na kotwicy i boi

Jak stawać na kotwicy i boi? Odpowiedź na to pytanie i wiele innych cennych wskazówek na temat kotwicy oraz boi znajdziesz w poniższym webinarze Internetowej Akademii Żeglarstwa.

Transkrypcja: Kotwica krok po kroku. Jak, gdzie i kiedy jej używać?

Karol Kasprzak: Witajcie na kolejnym wykładzie Internetowej Akademii Żeglarstwa. Witają Was Jacek Szczepaniak i Karol Kasprzak. Możemy zaczynać. Zaczniemy – jak ostatnio – od tego, w jaki sposób możecie nas śledzić. Takie wykłady organizujemy co dwa tygodnie. Jeśli chcecie nas śledzić, poszerzyć wiedzę o żeglarstwie, to zapraszamy was na kanał na YouTubie i na grupę na Facebooku: „Internetowa Akademia Żeglarstwa”.

Jacek Szczepaniak: Zaczynamy. Boja i kotwica. Teoretycznie dość prozaiczny temat. Zacznijmy od boi. Jakie mamy rodzaje boi?

Rodzaje boi

Boja, przedstawiona na slajdzie,którą łapiemy od góry – to jest typowa boja, z dużym pałąkiem nad elementem pływającym, który utrzymuje ten element na wodzie. Boje łapane od góry mają to do siebie, że nie da się ich wyciągnąć bosakiem. Są to przeważnie boje wystawiane przez miasto czy przez gminę. Następne są boje, które można łapać od spodu. Są to małe pływaki. Te boje mają czasami linki, jak tu widać na zdjęciu. Posiadają ucho, ale to nie jest ucho do przewlekania naszych cum, a do łapania boi. Ja zawsze swoim załogom tłumaczę: taką boję, którą da się wyciągnąć do góry, łapiemy jak kosa. Oczywiście, jeśli nasi słuchacze wiedzą, co to jest kosa. I wtedy wyciągamy ją do góry i łapiemy od spodu, ponieważ umieszczone jest tam specjalne ucho. Kolejny rodzaj boi to boja z własnymi wąsami. Do boi doczepione są wąsy, przez które przekładamy nasze cumy. Posiadają jeden lub dwa wąsy. Dość popularne są na Karaibach, ale także np. w Chorwacji najemcy posiadają takie boje.

Wybór miejsca do stanięcia na boi

Jest wiele bojowisk, jak to przy wyspie Vrgada . Jest to jedyne miejsce na Dalmacji z piaszczystą plażą – dlatego jest często odwiedzane przez żeglarzy. Przy zatoczce są wystawione boje – z jednej strony jest więcej, z drugiej mniej. Fajne miejsce, dobrze konserwowane boje. Natomiast nie jest to miejsce do stawania na noc! Bojowisko nie jest osłonięte. Podczas silnego wiatru, może wytworzyć się wysoka fala i noc nie będzie należała do najspokojniejszych.

Klasyczne podejście dziobem do boi pod wiatr

Teraz opowiem troszkę o podejściu do boi. Należy wyznaczyć osoby, które będą odpowiedzialne za podbieranie boi. Najlepiej, przygotować dwie cumy na dziobie – jedna z jednej burty, druga z drugiej burty. Warto zadbać, żeby była jeszcze osoba, która będzie przekazywała informacje do sternika na dziób. Zwróćcie uwagę, że nad głową znajduje się bosak. W polskich szkołach uczy się, że pokazujemy na palcach odległość od miejsca cumowania. Tutaj przedstawiona pani, która trzyma ten bosak. Zobaczcie, jak ona nim operuje. Pokazuje sternikowi, jak daleko jest od boi i pod jakim kątem w stosunku do jachtu. Sternik się świetnie orientuje, bo wie, w którym momencie trzeba zacząć hamować. Teraz stanął. Tym bosakiem pani pięknie podejmuje boję. Przez ucho od spodu przeciąga również cumę. Dlaczego nie będziemy omawiali podejścia na żaglach? Dlatego, że podejście na żaglach nie jest praktycznie stosowane na morzu. Na jachtach czarterowych zawsze mamy silnik i podejścia na żaglach nie będziemy omawiali.

Alternatywne podejście rufą do boi

To było klasyczne podejście dziobem do boi. My preferujemy metodę podchodzenia rufą. Ja też to preferuję. Tu mamy nakręcony mały filmik. Zaletą tego podejścia jest łatwość sięgnięcia boi. Czy ta boja będzie nie wyciągana do góry, dostosowana do złapaniu od góry cumą, czy wyciągana do góry, to zawsze jest blisko rufy, możemy ją sięgnąć – nawet nie bosakiem, a ręką. Ja uczę w ten sposób: mamy przygotowaną linę z rufy, następnie łapiemy boję, przeciągamy jedną linę przez ucho, nie są podejmowane już żadne operacje silnikiem. Cumowujemy się do boi na razie tylko jedną liną. Może być z dowolnej strony burty. Tutaj koledzy przekładają ją na drugą stronę. Złapaliśmy się jedną liną i koniec. Silnik nie będzie już w tej chwili używany. Co dalej? Trudność może sprawić, przemieszczenie dziobu na boje. Rekomenduję wykonanie tzw. overholungu. Jak go wykonać? Za chwilę to zobaczymy. Chłopcy na razie sprawnie ściągają. Ten sposób ma jedną zaletę. Dziób jest stabilizowany przez wiatr. Ten jacht, złapany rufą do boi, nie cyrkuluje tak, jak byśmy złapali się dziobem. Spokojnie przeciągamy drugą linę z dziobu. Powolutku, nie spiesząc się. Silnik jest cały czas na luzie lub nawet wyłączony. Nie ma szans, żeby lina wypadła za burtę. Teraz przeciągamy na rufę. Łapiemy z powrotem boję od spodu i mamy w tej chwili jacht na dwóch linach – jedna z rufy, druga z dziobu. Overholung, polega na tym, że teraz będziemy tą z dziobu ściągali w kierunku boi, a tę drugą rzucimy, kiedy już się skończy. Dokonujemy overholungu z dziobu, ciągniemy linę, tam też jest praktycznie rzucona i ustawiamy się dziobem do boi.

Podjęcia boi przy pomocy pontonu

Jeżeli mamy podejście do boi, której się nie wyciąga to zalecam robienie tego jachtem jednokadłubowym. W przypadku katamaranu, który ma wysoki dziób, można zrobić to w taki sposób, że spuszczamy ponton z dwoma załogantami, oni podjeżdżają pod boję i odbierają nasze cumy. Przewlekają cumy, łapiemy się z jednego i drugiego pływaka. Jeśli byśmy chcieli podchodzić katamaranem do boi rufą, pamiętajmy, że – jak już mówiliśmy – katamaran ma śruby, bardzo blisko rufy. Ten sposób jest możliwy, ale trzeba bardzo mocno uważać, żeby nie wkręcić liny do boi. Manewrujemy silnikiem, który jest jak najdalej oddalony od boi.

Podjęcie boi na lasso

Tu mamy sposób na tzw. lasso. Jeżeli płyną dwie osoby, tutaj jest akurat jednostka motorowa . Na dziobie człowiek ma przygotowaną cumę i zarzuca cume na boję. Tę, co widzieliście wcześniej na filmie z wąsem. Łapie ją, jak lassem. Po co? Jeżeli są tylko dwie osoby, jak już złapał i się przywiązał, to teraz skipper może spokojnie przyjść na dziób i pomóc obłożyć boję. Zwłaszcza, gdy pływamy w dwie osoby. Rzucanie lassem też nie jest takie proste. Ale to jeden ze sposobów łapania boi. Oczywiście potem cumujemy się do boi prawidłowo.

Postępowanie po zacumowaniu

Zawsze gdy zostajemy na boi na noc to obkładamy boję dwoma cumami z obu burt, nieważne czy to jest jacht jednokadłubowy albo dwukadłubowy. Po pierwsze dlatego, że jeśli jedna cuma się przetrze, to mamy jeszcze drugą zapasową. Po drugie, zmniejsza to myszkowanie jachtu na boi, o myszkowaniu może jeszcze później wspomnę. Uważam, że jeśli stoimy na boi i zostajemy na noc to należy wywiesić odbijacze na burty. Co jeśli ktoś będzie wchodził na zatokę nocą, nie zauważy jachtu, oprze się o nas, zawsze jest to dodatkowa ochrona naszych burt. Jak już stanęliśmy na boi, warto zrobić jeszcze jedną rzecz! Jeżeli mamy w załodze kogoś, kto nurkuje, to niech sprawdzi, jaki jest stan boi, stan liny oraz bloku. Zwróćcie uwagę – to jest boja, to jest lina i blok. Jest już mocno przetarta i strach na niej stać. Blok jest przewrócony. Dlaczego? Bo najczęściej ktoś, kto łapał boję przy silnym wietrze, przyhaczył cumą, sternik dał za mocno silnikiem i jacht odpłynął razem z blokiem – przesunął blok i go przewrócił. Ta lina ma już tendencję do przecierania. Warto to sprawdzić, gdy mamy taką możliwość.

Jeżeli zostajemy na noc na boi, tak samo jak na kotwicy, należy włączyć radio na kanał szesnasty. Dlaczego? Jeżeli coś się zacznie dziać, to najczęściej jednostki, które stoją na danym akwenie, zauważą, że ktoś ma problem z boją i wezwą jednostkę przez radio. Możemy też krzyczeć, ale przy silnym wietrze krzyczenie na zatoce daje nam małe szanse. Co jest bardzo ważne, kiedy stoicie na boi i widzicie, że idzie burza, to nie wierzcie boi, nie wierzcie w to, że boja was utrzyma. Natychmiast odpalajcie silnik i jeżeli mocno przywieje, próbujcie poprzez pracę maszyny naprzód odciążyć boję. Jest to bardzo ważne. Mam kolegę, który stał właśnie na boi, przyszła burza i niestety boja puściła. W końcu odpalił silnik ale było już za późno i nie mógł ruszyć do przodu. Niestety skończyło się nieszczęściem. Zawsze w takich sytuacjach należy odciążyć boję silnikiem. Podobnie jest czasem z kotwicą.

Zagrożenia na boi

Jeżeli boja puści. Stoicie na boi, nagle czujecie, że boja puściła. Jest noc, nie ma czasu sprawdzać, gdzie ona puściła, czy urwała się w połowie, czy może puściła przy bloku. Zasada postępowania. Tu akurat widzimy element, kiedy boje popuszczały. Jachty stały na bojach, nikt nie odciążył boi i tak się to skończyło. Jeżeli czujesz, że boja puściła, nie dawaj od razu do przodu. Uciekaj tyłem, żeby ewentualne części boi były przed dziobem, żeby na nie nie najechać.

Opłaty za boje

Teraz trochę o bojowiskach w Chorwacji i na świecie. W Chorwacji mamy dwa rodzaje boi. Boje, które są stawiane przez żupanie, czyli województwa, albo gminy. Takie boje są przeważnie świetnie konserwowane, doglądane. Tu mamy przykład – moje kochane Kaprije. Zwróćcie uwagę, jak tu stoją boje – równiutko, jak wiatr się odkręci to nikt nikogo nie uderzy. Widziałem tutaj armagedony wietrzne i boje utrzymały. Są też miejsca w Chorwacji, gdzie prywatni ludzie kupują koncesje na boje, najczęściej są to restauratorzy. Muszą wykupić od państwa koncesje – a to nie jest tanie. Dlatego w Chorwacji jest przepis, który chroni takie strefy. Mówi on, że nie można kotwiczyć w odległości mniejszej niż 150 metrów od strefy. Można kotwiczyć bliżej tej strefy tylko w przypadku zagrożenia – silnego wiatru, niebezpieczeństwa. Lista koncesjonowanych bojowisk jest na stronie internetowej ministerstwa morza, pomorstwa, turystyki, infrastruktury chorwackiej, łącznie z planami oraz pozycjami granicznych punktów tych bojowisk. I teraz uwaga: tylko na miejscu umieszczonym na tego typu liście można pobierać opłaty za boje. W tej opłacie macie wywóz śmieci. W tej chwili prawo mówi, że bojowiska powinny być ubezpieczone. Jak czytałem w przepisach chorwackich, projekt mówi o 800 tys. kun – na tyle pieniędzy bojowisko ma być ubezpieczone. Wywóz śmieci powinien być zapewniony, a nawet wideonadzór.

Jeżeli chodzi o boje umieszczone w parkach narodowych typu Lastovo, Telascica, Sakarun czy Kornati, to one wiążą się jeszcze z opłatą za dany park narodowy. I ceny mogą być wyższe. Ale wszystkie ceny są podane na stronach ministerstwa. Jeśli chodzi np. o takie miejsca, jak Baleary, tam boje mają określone kolory. Dany kolor boi mówi, jak duża jednostka może zacumować do tej boi. Jest parę kolorów. Władze Hiszpanii gwarantują, że taka boja utrzyma daną jednostkę, tylko wtedy kiedy prędkość wiatru będzie nie większa niż 10 m/s. Tyle jeśli chodzi o boje w innych krajach.

To jeżeli chodzi o boje na razie wszystko. Teraz kotwica. A, jeszcze trochę o bojach. Paklenica – czyli Wyspy Piekielne – bardzo popularne miejsce wśród żeglarzy. Pamiętacie na pewno Marinę Palmižanę, w slangu „Piżamę”. Wiele zatoczek, gdzie można było kotwiczyć i też wiele miejsc z bojami. Najprawdopodobniej od tego roku, ze względu na ochronę trawy morskiej, zostanie wprowadzony zakaz kotwiczenia i będzie można stanąć tylko na wyznaczonych bojach.

Rodzaj i budowa kotwicy

Kotwica. Rodzaje kotwic… Jest ich bardzo dużo. Mamy Danforthy, pługówki, CQR-ki, i inne. Oczywiście możemy się w tych kotwicach doktoryzować. Tylko tak naprawdę ważne, żeby mieć jedną kotwicę główną i drugą zapasową. Kotwica zapasowa najczęściej jest schowana, przykryta płetwami. Często jest tak, że kotwica zapasowa nie ma łańcucha. Jeśli ma fragment łańcucha, a dopiero potem linę, to jest to dobre rozwiązanie. Ważne jest, żebyśmy kotwicę zapasową mieli zawsze przygotowaną do szybkiego rzucenia. O tym powiem potem.

Jak jest zbudowana kotwica? Podstawy: trzon, łapa, trzon często jest uchylny. Różne kotwice mają różne budowy, ale trzon i łapa to podstawa. Dalej od kotwicy wychodzi krętnik, na który mało ludzi zwraca uwagę. Dlaczego ja zwracam na to uwagę? Dlatego, że kiedyś straciłem przez ten element kotwicę. Krętnik powoduje, że kotwica obraca się swobodnie wokół osi łańcucha. Albo łańcuch wokół osi trzonu. Są tam zabezpieczenia w postaci torców i śródtorców. Kiedyś, podczas podnoszenia kotwicy, zabezpieczenia rozkręciły się i krętnik rozpadł się na moich oczach. Warto przy przyjmowaniu jachtu, rzucić okiem na krętnik – sprawdzić w jakim jest stanie.

Warto zwrócić uwagę na to, czy końcówka łańcucha jest przymocowana do jachtu. To należy sprawdzić podczas check-in jachtu. Nie wiecie, czy poprzednia załoga miała jakieś problemy z kotwicą lub łańcuchem. Jak mocujemy łańcuch do jachtu? Przeważnie jest specjalny uchwyt do mocowania. Ja preferuję wiązanie linką, ale nie w ten sposób, jak widać na zdjęciu – jedną małą, cienką. Tylko linką przeplecioną przez uchwyt do mocowania linki. Dlaczego linką? W skrócie: żeglarze najczęściej używają linek, a nie szekli. Dlaczego? Bo przy mocnym szarpnięciu ta linka powoduje wygaszenie siły z tego szarpnięcia. Wytłumia moc tego szarpnięcia. Szekla przynosi jeden do jednego – wyrywa. Przy przejmowaniu jachtu bezwzględnie należy zidentyfikować miejsce bezpiecznika windy kotwicznej oraz sprawdzić czy mamy zapasowy. Najfajniejsze są bezpieczniki automatyczne.

Rodzaj i budowa windy kotwicznej

Windy kotwiczne. Jest ich bardzo dużo. Rozróżniamy dwa podstawowe typy: poziomą i pionową. O nich będziemy mówili. Budowa windy – w skrócie. Silnik, element, na który założony jest łańcuch, nazywamy orzechem. Orzech jest zespolony z silnikiem poprzez sprzęgło. Na slajdzie widać, mój kciuk w lewej dłoni jest oparty o zapadkę. Jeżeli chcielibyśmy rozsprzęglić układ, musimy tak przestawić orzech, aby zapadka weszła w wycięcie i dopiero wówczas możemy układ rozsprzęglić. Przy przyjmowaniu jachtu trzeba sprawdzić, czy winda kotwiczna się rozsprzęgla. O tym powiem później.

Piloty mamy ręczne – jak ten do telewizora – i nożne. Dwa rozwiązania. Czasami jest tak, że mamy również zdublowany system przy kolumnie sterowej – wtedy skipper może sam rzucać kotwicę. Spotkałem się też z takim rozwiązaniem, że przełącznik do rzucania kotwicy był pod pokładem.

Ważnym elementem jest również kluza kotwiczna. Najfajniej kiedy mamy dwie kluzy kotwiczne. Możemy ją wtedy wykorzystać do wybierania moringa lub wyciągania kotwicy zapasowej, która – jak mówiłem wcześniej – jest na linie.

Jak wybrać miejsce do kotwiczenia?

Miejsce wybieramy przede wszystkim mając do dyspozycji mapę, locję lub przewodnik żeglarski. Szukamy na mapie odpowiednich miejsc. Locja daje często więcej informacji niż mapa. Na mapie nie ma np. informacji od ludzi – czy w tym miejscu kotwica dobrze trzyma czy nie, czy jest miejsce oznaczone czy nieoznaczone. Obejmuje też wszystko, co się mogło zdarzyć ewentualnie; czy dno jest bardziej przyjazne danej kotwicy czy nie. Takie dodatkowe informacje są w locjach. Oczywiście fajnie jest, kiedy wybieramy kotwicowisko oznaczone. Czy można kotwiczyć tam, gdzie kotwicowisko nie jest oznaczone? Tak, możemy. Tylko miejsca, które są oznaczone jako kotwicowiska, są bezpieczniejsze. Takie miejsca są przetestowane, nie ma w nim śmieci, pozostawionych przypadkowych elementów rurociągów. Tu mamy piękny przykład wyspy Gangaro. Miejsce do kotwiczenia na chwilę. Na noc nie. Dlatego, że to miejsce, mimo dobrej głębokości, nie jest osłonięte od wiatru.

To jak to wybrać miejsce? Tu mamy mapę orientacji północnej, mamy wyspę Pasman. I załóżmy, że wieje wiatr północno-wschodni. Gdybyśmy mieli wybierać w tym rejonie kotwicowisko, wybralibyśmy mniej więcej tutaj, te dwie zatoczki. Osłonięte dość dobrze od wiatru północno-wschodniego. Następnie, popatrzcie, dobra głębokość, oznaczenie kotwicowiska, wszystko fajnie, pięknie. Wiatr, prognoza jest taka, że będzie wiało cały czas od północnego wschodu, to jest okej. Ale zawsze musimy liczyć się z tym, że wiatr może się odkręcić. Stale sprawdzajcie prognozę pogody – czy nie nastąpi odwrócenie się wiatru, co w Chorwacji jest bardzo częste. Gdy wiatr się zmienia, miejsce na kotwiczenie też trzeba zmienić. Jeśli chcemy spać w miarę spokojnie miejsce kotwiczenia musi być osłonięte od wiatru. Od razu powiem o miejscu fajnie osłoniętym, czyli słynna Telascica. Zwróćcie uwagę, że tu są jakieś boje, ale jest tutaj naprawdę bardzo dobrze osłonięte miejsce do kotwiczenia. Można powędrować jeszcze głębiej – tu lub tu. Jeszcze głębiej. Od razu wam powiem: w tym miejscu są nawet jakieś bojki. I te bojki nie są najlepsze. Dwa: kotwica w tym miejscu też nie najlepiej trzyma. Natomiast tu z kolei, jeżeli staniemy, możemy wywalić dowolną długość łańcucha. Chyba, że jest bardzo dużo jachtów. Tutaj często uciekam, kiedy wieje wiatr powyżej 50 węzłów. Wejdzie się w Telascicę i tam żadna fala nas nie zabije. Wiatr leci górą, jest klif.

Jeżeli mamy połączenie z internetem, należy zobaczyć na Google Maps, co jest warte odwiedzenia. Google Maps jest niezłym sposobem na zwiększenie swojej wiedzy nt. miejsc do zakotwiczenia.

Wybór ze względu na rodzaj dna. Krótko: najgorzej kotwica trzyma, kiedy mamy trawę. Stąd ten przykład. Jaką byśmy nie mieli kotwicę, ona będzie najgorzej trzymała. Kotwica najlepiej trzyma na piasku, na mule, ale na trawie najgorzej. I tutaj starajmy się, jeżeli rzucimy kotwicę, najpierw sprawdzić dno. O tym troszkę potem.

Patrzymy, jaka jest głębokość. Nie możemy stawać na głębokości 30 m, jeśli mamy długość łańcucha 40 m. Zwróćcie uwagę. Głębokość jest, dajmy na to, 5 metrów. Plus nawis dziobowy – przynajmniej 1 m lub 1,5 m. Czyli od kluzy kotwicznej do dna jest 5-6 metrów. Ile powinniśmy wydać łańcucha? 6 razy 5. Czyli mniej więcej to jest minimalna ilość łańcucha, którą możemy wydać. Łańcucha przeważnie mamy 40-60 metrów. Wniosek sam się nasuwa. Oczywiście ile tego łańcucha wydamy zależy też od ilości jednostek, które są wokoło. Tu mamy zatokę fajnie osłoniętą, mamy jednostki w zatoce. Podczas wydawania całego łańcucha, pamiętajmy, że jednostki nie cyrkulują zawsze tak samo. Jeżeli wydamy za dużo łańcucha, okaże się, że promień cyrkulacji jest taki, że uderzymy o inną jednostkę. Wydajemy łańcucha na tyle, żebyśmy nie doprowadzili do kolizji poprzez obrót naszej jednostki. Powinniśmy sobie to ocenić w głowie. Głębokość, nawis, razy pięć minimum – to zasada, którą trzeba się kierować.

Jak rzucamy kotwicę?

Szybciutko, bo to temat podstawowy. Przygotowanie do rzucania kotwicy. Po pierwsze, wytłumacz załodze manewr. Wyznacz osobę, która będzie operowała kotwicą (tzw. kotwicowy). Wyznacz też osobę, która będzie stała na wysokości want, aby przekazywać informacje od ciebie do kotwicowego, do ludzi na dziobie. Inna sprawa: przy hałasie, wietrze nic nie słychać, kiedy pan mruczy coś pod nosem. Ten kotwicowy musi być kumaty, ale musi też słuchać rozkazów. Nie może mieć własnych pomysłów. Dlaczego? O tym powiem dalej. Powiedz kotwicowemu, ile i w jaki sposób będziesz wydawał łańcuch. Żeby on wiedział, ile tego łańcucha maksymalnie powinno pójść.

Przygotowanie do rzucenia kotwicy. Spuszczamy kotwicę pod kluzę. Dlatego, że jeżeli szukamy miejsca do rzucenia kotwicy najbardziej optymalnego, jak padnie komenda „kotwica precz!”, to chciałbym, żeby kotwica poszła na dół, ale nie dopiero była odpinana i przygotowywana. Trzeba być bardzo precyzyjnym.

I dalej. Rzucamy kotwicę teoretycznie zawsze pod wiatr. Zatrzymujemy się. Pada zwrot: „kotwica precz!”. Kiedy dotyka dna, kotwicowy powinien powiedzieć – jeśli widzi dno – że kotwica dotknęła dna. Albo wyliczył, że tyle poszło łańcucha, że ona powinna już być na dnie, wtedy zaczynamy się cofać. Nie rzucamy, przy normalnym stawaniu na kotwicy, łańcucha na kotwicę, aby nie utworzył się kalafior. Łańcuch się poplącze, będzie problem. Cofaj się aż do wydania całej takiej ilości łańcucha, ile sobie założyłeś. Na razie mówię: „zatnij kotwicę i sprawdź, czy kotwica trzyma”. Jeśli już wiesz, że kotwica trzyma, to załóż stopery w celu odciążenia windy kotwicznej. Włącz kanał VHF na kanał szesnasty i wyznacz wachty kotwiczne. Ale po kolei.

Możemy rzucać kotwicę poprzez pilota, albo poprzez rozsprzęglenie windy kotwicznej. Ile łańcucha mamy, to przeważnie przy odbiorze jachtu się dowiadujemy. Ktoś nam to melduje. Pytamy, czy łańcuch jest oznaczony. Przeważnie na klapach jest opisane, że kolor zielony to 10 m, żółty – 20 m, a czerwony – 30 m. Albo co 15 metrów – to zależy. Bardzo często nie ma tych oznaczeń. Co zrobić, żeby wiedzieć ile łańcucha nam potrzeba? Mogę podać sposób stary jak świat: wyciągamy cały łańcuch na keję. Pożyczamy od dziewczyny lakier do paznokci i znaczymy co 10 m – jeden pasek itd. Zużywamy cały lakier do paznokci. One są niezadowolone, my bardziej. Jeżeli rzucamy i mamy 30-50 metrów, to żeby się zorientować ile łańcucha poszło, to ja zawsze mówię ile go zostało. Filmik mamy nawet. Zacinanie kotwicy.

Zacinanie kotwicy to wkopywanie jej w dno. Jak to robimy? Bardzo, bardzo ostrożnie. Polega to na tym, że jak już rzuciliśmy kotwicę, wyciągnęliśmy łańcuch, dajemy delikatnie maszyną wstecz. I obserwujemy, co się dzieje. Czy jacht przesuwa się do tyłu, czy nie. Czekamy aż przestanie się przesuwać. Ta kotwica zagłębiła się już w dno. Potem zwiększamy obroty silnika. Powiedzmy dochodzimy do 1500 obrotów, symulując siłę, która działa na jacht i kotwicę poprzez wiatr. Czasem dochodzimy do 2000. Jeżeli widzimy, że się nie przesuwamy, kotwica jest dobrze zacięta. Nie możemy tego robić gwałtownie, to musi być ruch spokojny, bo kluza kotwiczna nie jest pancerna. Wielu żeglarzy, poprzez szybkie zacinanie kotwicy, urwało kluzę kotwiczną.

Jeśli staję na kotwicy na chwilę, jest ładna pogoda i rzuciłem tę kotwicę, żeby się wykąpać, to osobiście nie zacinam kotwicy.

Wracając do kotwicy. Kotwicowy, który rzuca kotwicę, musi pamiętać o patrzeniu na dno. Czy tam, gdzie rzuciliśmy kotwicę, nie ma jakichś głazów, płyt skalnych. To obowiązek kotwicowego. Zanim padnie komenda: „kotwica precz!”, on musi spojrzeć przed dziób.

Na poprzednim filmie widzieliście zdjęcie podwodne. Jeśli jest taka możliwość, warto ocenić wszystko naocznie. Najpierw – jak przekonujemy się, że kotwica trzyma? Wizualnie, robiąc namiary poprzez kompas namiarowy. Możemy zainstalować aplikację – tych jest sporo w sieci. Alarm kotwiczny mamy też na GPS-ie. Co ja wolę? Wykorzystuję wszystkie możliwe metody. Można też włączyć radar. Co mi się nie podoba w GPS-ach? Alarm kotwiczny, który ma bardzo anemiczny sygnał. Taki alarm wcale mnie nie obudzi. Aplikacje są fajne, bo telefon mam przy sobie i słyszę, czy coś się dzieje. Najfajniejsza aplikacja jaką widziałem, potrafiła zadzwonić na podany numer telefonu gdy jacht zszedł z kotwicy. Idziemy na kolację, rzucamy kotwicę, skipper też bywa czasem głodny. Płyniemy pontonem do knajpy i mając jeden telefon, który posiada odpowiednią aplikację, mamy informację, czy nasz jacht się przesuwa z założonego miejsca. Taka aplikacja jest najczęściej płatna.

Ciężko zrobić w nocy namiary czy kotwica trzyma. Wystarczy dotknąć łańcucha kotwicznego i ocenić, czy drży. Jeśli drży, to być może trałujemy kotwicę. Jak już stanęliśmy na kotwicy, to żeby odciążyć windę kotwiczną i czasem kluzy kotwiczne, zakładamy jedną lub dwie liny – w formie stoperów. Dowiązujemy linę do łańcucha, przywiązujemy ją do knagi, ona idzie albo przez dziób, albo poprzez knagi z jednej i drugiej burty. Następnie łańcuch luzujemy tak, aby winda kotwiczna nie była obciążona.

Od razu powiem wam jedną rzecz. Wiązanie liny do łańcucha. Ważne! Jeśli będziemy musieli dramatycznie szybko zejść z kotwicy, to pamiętajcie, połóżcie ostry nóż w widocznym miejscu. Pomoże wam odciąć stoper. Przy awaryjnym schodzeniu nie będzie czasu na odwiązanie wszystkiego. Jeśli mamy możliwość kąpania, nurkowania, sprawdźmy wizualnie, jaka jest realna odległość od dna. Sprawdźmy, co pokazuje sonda. A także to, jak leży kotwica – czy jest przewrócona czy zakopana. Jeśli zostajemy na noc, trzeba nasłuchiwać na kanale szesnastym. I co najważniejsze – na kotwicy, a nawet na boi trzeba wystawić wartę kotwiczną. Dlaczego? Bo warunki mogą się zmienić w każdej chwili. Poszliście na kolację, potem poszliście spać, przyszła burza. Budzicie się już na skałach. Mimo że waliło piorunami, wszyscy śpią – skipper także. Dlatego też ja osobiście wyznaję zasadę, że należy wystawiać wartę kotwiczną.

Awaryjne rzucanie kotwicy

Mówiliśmy o rzucaniu kotwicy z pilota oraz poprzez rozsprzęglenie. Mówiliśmy też, żeby zawsze przy odbiorze jachtu sprawdzać windę kotwiczną czy się rozsprzęgla. Załóżmy, że zapomnieliście i nie sprawdziliście. Nagle znajdujecie się w sytuacji, że musicie rzucić awaryjnie kotwicę. Okazuje się, że winda kotwiczna nie działa, sprzęgła nie możemy rozkręcić bo jest zapieczone. Miałem taki przypadek. Jak rzucić kotwicę awaryjnie w takim przypadku? Dawniej jachty nie miały elektrycznych wind kotwicznych. Wszystko rzucaliśmy i podnosiliśmy ręcznie. Układamy łańcuszek w tak zwaną słomkę, wzdłuż, elegancko. Bardzo precyzyjnie. Wyciągamy łańcucha tyle, ile chcemy go wyrzucić. Musi być dobrze ułożone, żeby nagle podczas wyciągania łańcucha nie zrobił się węzeł – bo on nam mocno komplikuje sprawę. Końcówkę łańcucha przywiązujemy. Teraz uwaga: tu jest taka sytuacja, że nie robimy klasycznego podejścia do kotwicy, że podpływamy, stajemy, rzucamy. Tutaj przejeżdżamy miejsce, gdzie chcemy, żeby kotwica dotknęła dna i cofając się rzucamy kotwicę. Zobaczcie, jak to wygląda. Dlaczego? Bo kotwica idzie w takim tempie, że gdybyśmy ją rzucili stojąc, to cały łańcuch spadłby na kotwicę. Zrobiłby się makaron. Przywiązujemy kotwicę tyle, ile chcemy, tutaj, do elementu windy, wąsami. Użyłem tutaj wąsów, które są na katamaranie. Tak to się zrzuca i tak idzie kotwica. Tak szybko, koniec. Momentalnie. I to jest sposób na awaryjne rzucenie kotwicy. Szczególna ostrożność, nogi i ręce z daleko od kotwicy, bo siła jest olbrzymia, zwłaszcza, jak łańcucha jest dużo. Tutaj kolega pomógł sobie bosakiem.

Wyciąganie ręcznie. Przy wyciąganiu kotwicy bardzo ważne jest aby skipper precyzyjnie manewrował jachtem. Łańcuch przy wybieraniu ręcznym musi być luźny. Inaczej będziemy mieli problem. Druga rzecz: technika wyciągania kotwicy. Ręce służą do złapania łańcucha, a wyciągamy go tak naprawdę poprzez masę naszego ciała.

Teraz przejdziemy do awaryjnego rzucenia kotwicy. Trochę historii. Dawno temu, nie mieliśmy na jachtach silników, wszystkie manewry wykonywało się na żaglach. Jeżeli wypływało się z Mariny na żaglach, to pierwszym elementem, który przygotowaliśmy przed manewrami, było przygotowanie kotwicy do awaryjnego rzucenia. Jeśli coś nie wyszło, to był nasz jedyny hamulec, który mógł zatrzymać jacht. Silników wtedy nie było. To była świętość. Dzisiaj mało kto trzyma kotwicę przygotowaną do rzucenia, czyli wiszącą tuż pod kluzą. Natomiast ja osobiście, jeśli mam jacht i załogę, która wie, o co chodzi, to przed wejściem oraz przy wyjściu zdejmuję zabezpieczenie kotwicy, uruchamiam kotwicę, wpinam pilot, jeżeli potrzeba. Jeśli nagle padnie mi silnik w porcie, to w tym momencie rzucam kotwicę – nie patrząc, czy płynę do przodu, bokiem. Rzucam awaryjnie. Tu jest filmik, który pokazuje, jak działa rzucona awaryjnie kotwica kiedy dotknie dna. Ta lina trzyma tylko kamerę, ona do niczego nie służy. Widać jak gwałtownie zostaje zatrzymana jednostka gdy kotwica wbije się w dno. Polecam zwłaszcza, gdy pływacie w Grecji – tam jachty są czasami w różnym stanie, silniki też. Mówiłem już, jak się śruba urwała. Na katamaranie – ok, ale na monohullu w takim momencie pojawia się problem. Kotwica to jedyny sposób, żeby zahamować w takiej sytuacji.

Jak cumować w Grecji?

Cumowanie w Grecji. Tak, mamy takie pytania. Oczywiście, jeżeli wiatr jest korzystny, w Grecji cumujemy przeważnie kotwicą z dziobu i rufą do kei. Jeżeli nie ma silnego wiatru to nie ma problemu – klasyka, rzucamy kotwicę, płyniemy w kierunku kei, łapiemy keję, zbieramy luz na kotwicy. Jeżeli jest silny wiatr boczny, to mamy problem. Jeżeli od dziobu – ok, jeśli od rufy – jeszcze lepiej. To najlepszy układ. Ale wieje silny, boczny wiatr i mamy jedno miejsce dla naszego jachtu, tu jest też filmik, mniej więcej pokazuje, w jaki sposób powinno się wciskać w Grecji na swoje miejsce. Wiatr wieje z lewego kierunku, przy silnym, bocznym wietrze, teraz wykonał kopnięcie silnikiem, narzucił rufę na wiatr, rzucił kotwicę i się cofa. I tak żeby było jakby bardziej na wiatr. To jest trochę idealistyczny obrazek. Bardzo często jest tak, że jest silny, boczny wiatr i chcemy trafić na nasze miejsce. Są dwa sposoby. Pierwszy: rzucamy kotwicę za pomocą sprzęgła. Idziemy z dużą prędkością, żeby zniwelować wiatr, który nas spycha, i rzucamy ze sprzęgła. I jedziemy. Uwaga: tu musi być czujny kotwicowy, który nie skopie manewru, a z drugiej strony też w odpowiedniej chwili będzie hamował, kotwicą również. Natomiast jak to zrobić, kiedy chcecie rzucić kotwicę za pomocą pilota. Dojeżdżacie tam, gdzie chcecie rzucić kotwicę, wieje boczny wiatr, cofamy się i wiatr nas spycha od naszego miejsca cumowania. „Kotwica stop!”. Dajecie do przodu, można ,,nadrzucić’’ rufę poprzez uderzenie o płetwę sterową. ,,Nadrzucamy’’ i najeżdżamy na łańcuch i potem dajemy bieg do tyłu. Uwaga: gdy łańcuch zaczyna się napinać, kotwicowy musi go wydawać, nawet trochę wcześniej. Potem znowu się okazuje, że płyniemy z taką prędkością, na jaką pozwala nam łańcuch. Znowu nas spycha z idealnego toru, „kotwica stop!”, czekamy, naprężyła się i znowu – najeżdżamy i „metodą liścia” stajemy w naszym miejscu. Jest to dość trudna technika.

Opowiem wam historię sprzed wielu lat. Puściła mi kotwica w Grecji, musiałem wyjechać i jeszcze raz rzucić kotwicę. Wiało i bardzo mocno mnie ściągało. Do tego, silnik zrobił wielkie „bum”. Stoję przed pomostem, gdzie stoją jachty. Mam kłopot. Co zrobiłem? Związaliśmy wszystkie dostępne liny i wykorzystaliśmy ponton aby wywieźć ją na brzeg. Następnie wybierając linę na kabestanie dobiliśmy rufą do pomostu. To też jest pewien sposób.

Cumowanie rufą do lądu

Cumowanie. Kotwica z dziobu i lina na ląd. Bardzo często ludzie to stosują. Kiedy jest to uzasadnione? Kiedy jesteśmy np. na Karaibach, gdzie jest stały wiatr, kiedy wieje od rufy i kotwicowiska są – jak widzicie – mocno zapełnione. Wciskamy się między jachty, ale pamiętamy, że tu cały czas wiatr jest z rufy. Kotwica tak naprawdę stabilizuje nam dziób i się wciskamy, holuję ponton. Najczęściej jest tak, że ludzie ciągną nam linę do palmy. Często te liny trzeba powiązać. Tu pokazuję sposób – czy to katamaran, czy monohull – jak ustabilizować dobrze rufę. Najpierw robimy trójkąt z jednej liny, do niego przywiązujemy linę główną, potem jeszcze do palmy. Czy taki sposób stawania jest bezpieczny? Jeżeli stajecie tak na chwilę to ewentualnie tak. Jeśli jednak zamierzacie tak stanąć na noc to istnieje duże prawdopodobieństwo zmiany kierunku wiatru. Teraz jeżeli stoicie tak, że wiatr jest od strony kotwicy lub rufy, to wszystko ok. Ale wiatr może się odkręcić i zacząć wiać z boku. Przy silnym wietrze lina raczej na pewno nie oderwie się od palmy. Za to nacisk na kotwicę może się na tyle zwiększyć, że zacznie być wleczona po dnie. Gdyby się nagle okazało, że kotwica jest wleczona, to musicie awaryjnie się uwolnić. Jedyne rozwiązanie to odwiązanie się od brzegu i szybkie wybieranie kotwicy. W nocy i po ciemku – słabo to widzę.

Jak stanąć na dwóch kotwicach?

Stawanie na dwóch kotwicach, metodą bahamską. Sama nazwa wskazuje, że to rzucanie dwóch kotwic. Kotwice ustawione są pod kątem 45 stopni – to też nie zawsze jest prawda, bo są różne teorie. Ale generalnie jest to metoda stosowana wtedy, kiedy stajemy w miejscu w którym oprócz wiatru występuje jeszcze silny prąd. Główną siłą, która napiera na jacht, jest prąd. Ważne aby wiatr nie zmienił swojego kąta drastycznie. Jeśli wiatr zmieni kierunek o 180 stopni, to może się okazać, że jedna kotwica wyrwie drugą. To zły sposób na stawanie w takich miejscach. Zalecam jej stosowanie tylko wtedy, kiedy jest to pływ lub w miarę ustabilizowany kierunek wiatru.

Jest jeszcze kwestia dotycząca doboru dwóch kotwic. Według niektórych ,,uczonych’’ powinny być takie same. Teoretycznie zwiększa to o 30-40% trzymanie, ale zdecydowanie nie jest to łatwa technika. Możemy też stanąć na dwóch kotwicach w inny sposób. Jedną kotwicę rzucamy z dziobu a drugą z rufy. Najpierw rzucamy kotwicę z dziobu, następnie maksymalnie się cofamy i rzucamy kotwicę z rufy. Wybieramy kotwicę z dziobu tak, że jedna lina kotwiczna i druga są takiej samej długości.

Jesteśmy w dobrej sytuacji gdy wiatr wieje od dziobu lub rufy. Jeżeli się zmieni na boczny to znowu mamy tą samą historię. Podobny sposób często wykorzystuję aby jacht nie myszkował na kotwicowisku. Rzucam kotwicę zapasową z rufy i jak dotknie dna, dam jeszcze dwa metry i nic więcej. Mimo, że taka kotwica nie trzyma specjalnie mocno to wlokąc się pod jachtem, stabilizuje mi rufę. W razie potrzeby mogę ją w każdej sekundzie wyciągnąć.

Kotwica w tandemie

Sposób rzadko omawiany, ale to temat rzeka. Mamy dwie kotwice – główną i awaryjną. Tandem jest ciekawą techniką. Stosujemy go wtedy, kiedy wiatr wieje z jednego kierunku, ale może to być bardzo silny wiatr. Raz w Grecji, stanąłem na zatoce, gdzie wiało bardzo silnie. Wszystkie jachty miały rzuconą jedną kotwicę, a ja wrzuciłem tandem i stałem jak zamurowany. Tandem ma swoje tajemnice – to mógłby być osobny webinar. Istnieje wiele publikacji. Jedni mówią, że tandem daje 30-40% więcej trzymania. Inni twierdzą, że wymyślił to pan, który odpowiada za kotwicę „Rocna” – czyli za jedną z lepszych kotwic. Najlepiej, gdy kotwice są takie same – ten sam typ i ciężar. Takie systemy robi „Rocna”. Ale jeśli mamy to, co mamy na jachcie, to musimy się tym posłużyć. Co jest ważne w tandemie? Po pierwsze, aby był jeden, stały kierunek wiatru. Po drugie, żeby kotwicę, która jest przyczepiona do łańcucha drugiej dzieliła niezbyt mała odległość (7-10 metrów). Następnie, żeby kotwica lżejsza była pierwsza, a potem kotwica cięższa. Mocowanie tej drugiej kotwicy, dowiązywanie do innej kotwicy, było w osi jej łańcucha. „Rocna” ma dwa otworki. Ten najbliżej łapy jest właśnie do rzucania kotwicy w tandemie. Tutaj mamy filmik, zobaczcie, jak to wygląda mniej więcej, gdy kotwica jest w tandemie. Naprawdę można by się rozwodzić na temat tandemu, można mówić o wielu kwestiach. Jest to sposób na to, żeby stanąć na kotwicy, ale uwaga – pod tymi właśnie warunkami. Muszą być zachowane wielkości, oś oraz odległości między kotwicami.

Dwa jachty na jednej kotwicy

Jeśli katamaran staje na jednej kotwicy, to czy dwa jachty mogą też stawać na jednej kotwicy lub boi? Teoretycznie tak, ale nie na długo. Pamiętajmy, że boja ma swoje ograniczenia. Często jak podpływamy katamaranem dużym, ciężkim – kilkanaście ton, powyżej 30 ton – na kotwicowisko, które jest koncesjonowane, podpływa obsługa i mówi, że tutaj nie możesz stać w tych warunkach, bo masz za ciężki sprzęt. Na chwilę można stanąć, żeby się wykąpać, pobawić.

Burta w burtę – oczywiście chroniąc odbijaczami burtę.

A tu pokażę wam sposób, który zrobiłem ponad 30 lat temu. To jest sposób stawania dwóch jachtów „na leniwca” na jednej kotwicy. Jeden jacht rzuca kotwicę, a drugi jest „leniwcem” i cumuje rufą do rufy tamtego jachtu. Układ się sprawdza fantastycznie, bo ten układ powoduje, że jachty praktycznie nie myszkują, albo myszkują niewiele. Komunikacja między jachtami jest nawet czasami fajniejsza niż burta w burtę. Ryzyko uszkodzeń jest nikłe.

Schodzenie z kotwicy

Teraz opowiem, jak schodzimy z kotwicy, kiedy rzuciliśmy kotwicę normalnie, mając sprawną windę kotwiczną, podnosimy. Ważna jest osoba, która podnosi kotwicę, która jest asystentem, żeby pokazywała skipperowi, jak “patrzy” łańcuch kotwiczny – czy z lewej burty, czy z prawej, czy też jest pod kątem wstecznym – bo może już “najechaliśmy” na łańcuch. Nasz “przekaźnik” musi być na wantach. Najważniejszym elementem jest to, aby zbierać luźny łańcuch. Po to są windy, żeby zbierać łańcuch. Wspólna praca skippera i kotwicowego powinna prowadzić do sytuacji, że zbieramy luźny łańcuch. Nie tak, jak tutaj jest na początku pokazane, kiedy wręcz jest wyciągany jacht na łańcuchu. Widzicie, jak się łańcuch napręża? Winda ciężko pracuje. W tym momencie ten, który jest na dziobie, powinien mówić: „do przodu, skipper!”. Ale musi być dobra komunikacja. Ten za sterem nie usłyszy o czym dwóch pozostałych rozmawia. Dopiero kiedy łańcuch jest wyluzowany, możemy go wyciągać spokojnie na górę.

Co jest dalej ważne? Jeżeli już wyciągnęliśmy cały łańcuch, kotwica patrzy pionowo. Powinna pójść informacja do skippera, że kotwica patrzy pionowo. Pada komenda: „kotwica rwij!”; w tym momencie, gdy tylko wyjdzie nad wodę, pada informacja do skippera: „kotwica pod kluzą!”. Dlaczego? Wiemy, że teraz nic nas nie trzyma, musimy opierać się tylko na manewrowaniu. Jak już kotwica wyjdzie z wody i jest komenda: „kotwica na pokład!”. Koniecznie trzeba ją uspokoić, bez gwałtownych manewrów windą, bo uderzymy w dziób. Robimy to delikatnie. Co jest ważne, jak już kotwica znajdzie się w kluzie kotwicznej? Ważne jest to, żeby ją zabezpieczyć. Kotwica na filmie praktycznie jest zabezpieczona tylko tak, że łańcuch jest nawinięty na orzech. Nie polegajcie tylko i wyłącznie na zabezpieczeniu kotwicy poprzez orzech. W jakikolwiek, inny sposób zabezpieczcie kotwicę, nawet linką.

Kotwica zakleszczona na łańcuchu innego jachtu

Grecja. Oczywiście wyciągamy, podczas postoju w porcie w Grecji. Wyciągamy łańcuch. Obowiązująca technika, jak bezpiecznie z tego zejść, jest taka, że kawałek linki, najlepiej jak na końcu ma zrobione uszko, przekładamy pod łańcuch. Wyciągamy i nie trzymamy w rękach. Wyciągamy maksymalnie do góry i solidnie mocujemy na knagach. Zwróćcie uwagę, temu Panu na filmiku zrobił się węzeł. Ale robi to powoli, bo to dobry skipper. Nadgorliwość gorsza od faszyzmu. Spuszczamy kotwicę na dół. Łańcuchy nie pójdą za kotwicę, bo są trzymane przez linkę. Spuszczamy dalej i w odpowiednim momencie uwalniamy naszą kotwicę – jest! Wyciągamy na górę. Wciągamy na pokład. Linkę puszczamy i uwalniamy łańcuchy.

Uwaga: jesteście na jachcie, który stoi i ktoś złapał wasz łańcuch. Po pierwsze, skąd wiecie, że złapał wasz łańcuch. Stoją obok jachty, skąd wiecie, że ktoś złapał wasz łańcuch? Pamiętacie, jak mówiłem, jak stoimy na kotwicy, że sprawdzamy, czy kotwica się nie przesuwa, czujemy jak drży? Tak samo jest tutaj. Jak łańcuch drży, to sygnał jest taki, że złapał nasz łańcuch. Każdy obyczaj jest dobry. Włączamy silnik, bo nigdy nie pracujemy windą kotwiczną, kiedy silnik jest wyłączony. Kotwica pobiera bardzo dużo prądu. Zawsze pracujemy kotwicą, kiedy silnik jest włączony. I w tej chwili luzujemy nasz łańcuch. Po to, żeby ten człowiek mógł podnieść łańcuch nad wodę. Jeżeli nasz łańcuch jest mocno napięty, to naprawdę na swojej kotwicy on może go nie wyciągnąć. Więc luzujemy łańcuch, po to, żeby mógł go wyciągnąć. Jak puści naszą kotwicę, wybieramy nasz łańcuch, ustawiamy się odpowiednio, napinamy i koniec roboty.

Kotwica zakleszczona na dnie

Rzuciliśmy kotwicę, a ona zahaczyła o coś na dnie. Jakiekolwiek kombinacje do przodu, do tyłu – nic nie pomagają. Głębokość jest taka, że nie możecie nurkować i nie ma sensu posyłać ludzi pod wodę. Ale pokażę wam sposób, jak to robią zawodowcy, a potem opowiem, jak my to robimy. Łańcuch jest mocno naciągnięty. Jest specjalny, ciężki pierścień, który został wpięty w łańcuch kotwiczny. Druga jednostka ciągnie ten pierścień na łapie kotwicy. Łańcuch musi być luźny i wyciągamy. Szarpiemy. My na jachcie nie mamy takiego samego pierścienia. Co możemy zrobić? Kotwica zablokowana, łańcuch napięty, pion, mocno. Obwiązujemy linkę wokół łańcucha z dłuższym kawałeczkiem. Do tego dłuższego kawałeczka przywiązuje garnek z kuchni, metalowy. Pięknie tonie. Cały układ spuszczam na dół. Tutaj jest ciężki pierścień. Garnek ma pociągnąć linkę, czasem nawet pływającą, na dół. Potem ponton i luzujemy nasz łańcuch a potem ciągniemy w drugą stronę. Raz na dwa lata, a czasami raz na rok, coś takiego mi się zdarza. Moglibyśmy się zabezpieczyć przed taką kombinacją, gdybyśmy użyli bojrepa. Większość kotwic ma na końcu uszko lub dziurkę, w które możemy wpiąć linkę. Ta linka ma, powiedzmy, 8-10 metrów. Do tego jest bojka, to może być odbijacz. I jak rzucimy kotwicę, kotwica zatonie, już mamy linkę na dnie, pociągamy i wyciągamy kotwicę. Jednocześnie tutaj, dzięki bojrepowi znamy położenie kotwicy. W nocy ktoś może nie zauważyć tej bojki – wjedzie na nią i wkręci sobie linę w śrubę. To jest możliwe do zastosowania, gdy stoimy gdzieś, gdzie wokół nas nie ma innych jednostek.

W jaki sposób jeszcze możemy wykorzystać kotwicę. Nie mam slajdów, musicie polegać na wyobraźni. Dryfkotwa. Jeżeli mamy 50 m łańcucha, to czy możemy rzucić na głębokości 100 m kotwicę? Oczywiście, że możemy. To, że nie dotknie dna, nie znaczy, że nie zacznie pracować. Zacznie pracować jako dryfkotwa, tzw. martwa kotwica. Skandynawowie często pływają tak, że jeśli gdzieś ich mapy nie są do końca dokładne, spuszczają przed dziób, jeśli zanurzenie jednostki ma 2 metry, to spuszczają 5 metrów łańcucha z kotwicą i powoli sobie płyną.

No i oczywiście też używamy kotwicy, do schodzenia z mielizny. Nikt nam nie jest w stanie pomóc, więc wywozimy kotwicę pontonem i przywiązujemy liny do topu masztu. W tym celu wywozimy kotwicę jak najdalej od jachtu, aby pochylić jacht i żeby zmniejszyć zanurzenie, aby go wyciągnąć. Nie będę opowiadał wszystkiego, to jest osobny temat. Jeżeli kiedykolwiek ktoś z was próbował wywieźć kotwicę główną z łańcuchem pontonem, który jest w parterze, to jest bohaterem. Kotwica z łańcuchem waży bardzo dużo i tak naprawdę wysuwanie łańcucha jest niebezpieczne. Raczej używamy do tego kotwicy awaryjnej, z doczepioną miękką liną. To się da wywieźć.

Pytania od widzów

Czy tysiąc porażek czyni mistrza?

Najważniejsze, żeby nie doznać ZPZ, tzw. „zajebiste poczucie zajebistości”. Ono się często zmienia w PZP „poczucie zajebistej porażki”. Oczywiście, pamiętajmy, każdemu się zdarzają błędy manewrowe. Choćby pływał wiele lat. Czy tysiąc porażek czyni mistrza – myślę, że tak. Uczymy się na porażkach własnych, ale lepiej jest uczyć się na cudzych.

Polecane alarmy kotwiczne (aplikacje na telefon). Na ile im ufać?

Muszę wam powiedzieć, że dość mocno kiedyś to testowałem. Dość fajnie to działało. Nawet osobiście sam używam częściej, czy dubluję wszystkie systemy – i na GPS-ie, i aplikacjach mobilnych.

Obsługa windy kotwicznej – hamowanie handszpakiem czy może z panelu?

Tu już chyba wyjaśniłem podczas wykładu, w którym momencie używamy hamowania, czy z pilota.

Bojrep lub prosiak. Czy stosujemy?

Tu też. Raczej prosiak. Bojrep można zrobić samemu.

Czy można rzucać kotwicę w marinie?

To też już tłumaczyłem. Kiedy awaryjnie musimy rzucić kotwicę, to tak.

Wywożenie kotwicy pontonem – czy to się udaje?

Mówiliśmy już.

Gdzie bezpieczniej – w porcie czy na kotwicy?

Dobre pytanie. Pamiętacie jeden z webinarów? Czasami, jeżeli w porcie jest wielka zadyma, wielka masakra, lepiej uciec na kotwicę i nawet, jeżeli ona puszcza, to tam jest bezpieczniej niż w porcie.

A na koniec jeszcze wam powiem o jednej rzeczy. Jak staniemy na kotwicy, to należy co zrobić? W dzień wywiesić czarną kulę. Kto ostatnio na jachcie czarterowym widział czarną kulę – rączka w górę. Ja ostatnio w ogóle. Natomiast na pewno musimy wywiesić światło białe widoczne dookoła widnokręgu. Powinniśmy świecić światłem białym, o tych przepisach należy pamiętać.

Kiedy jest duża fala, o wiele bezpieczniejszy będziesz na kotwicy.

Widziałem burzę zbliżającą się i wiedziałem, że port nie ma dobrej ochrony przed falą. To był akurat port Pireus w Grecji. Tam jest taka duża zatoka. Zarządziłem szybkie odpłynięcie na kotwicę. To był rozsądny wybór.

Jak najlepiej podchodzić do boi katamaranem z wysoką burtą przy nieco silniejszym wietrze – ok. 20 węzłów?

To jeszcze nie jest silny wiatr. Mając dwa silniki, możemy podchodzić dziobem. Katamaran ma to do siebie, że jeżeli wchodzimy pod wiatr dziobami, to zwróćcie uwagę, że wiatr działa wzdłuż dziobów. Po drugie, katamaran ma belkę między pływakami, na którą da się fajnie położyć, żeby sięgnąć boi. Jeżeli chodziło o to w tym pytaniu, to myślę, że jest to najlepsze rozwiązanie. Silny wiatr i podchodzenie rufą – słabo to widzę. Ewentualnie sposób z pontonem. To taki sposób, który rzeczywiście, jeżeli tylko wiatr nie jest tak bardzo silny, że obsługa pontonu może mieć problem z manewrowaniem, to jest to lepsze rozwiązanie.

Co z pomysłem znacznika, gdzie leży kotwica w postaci małej bojki, przywiązanej…

To mówiliśmy.

Awaryjne rzucanie kotwicy. Łańcuchem po laminacie?

Lepiej pojechać łańcuchem po laminacie niż rozwalić cały jacht. Kolega, kiedyś podchodził do kei przy silnym dopychającym wietrze. Podchodził longside i w dość sporej odległości od kei padł mu silnik. Na szczęście zdążył awaryjnie rzucić kotwicę i wyhamował. Wyobraź sobie, że tracisz wszystko. Wolę porysować laminat.

Czy jest jakaś szczególna technika przygotowania i rzucania kotwic w tandemie?

Tak, jest to temat dość spory. Mówiłem o „Rocna”. „Rocna” kupuje się dla własnego jachtu. Musimy posługiwać się tym, co mamy na jachcie, czyli dwoma kotwicami. Opowiedziałem mniej więcej, jakie są główne zasady tego tandemu. Tak jak mówię, jest to temat dość ciekawy. Nie do końca opisany.

Jak mocujemy drugą kotwicę w tandemie?

Dobre pytanie. Słuchajcie. No bo tak, na filmie widzieliście, czy na zdjęciach, że kotwice są przymocowane jedna do drugiej. Czyli kotwica pierwsza idzie i jest dowiązana do kotwicy drugiej. Ja to robię inaczej. Przeważnie kotwica główna jest kotwicą lżejszą niż ta awaryjna. W każdym razie przywiązuję w ten sposób, że do kotwicy tej drugiej dowiązuje linę kotwiczną, natomiast tę kotwicę, która ma iść za pierwszą kotwicą wiążę linkami i wtedy spuszczam jedną i drugą na raz. Tu wydając linę a tu wydaję łańcuch. Dlatego, że jeśli się coś zdarzy z tą kotwicą, z linką, z zaczepieniem – linka się przetrze. Wtedy przynajmniej mam rezerwę w postaci drugiej liny i mogę nią wyciągnąć drugą kotwicę.

Czy kotwicę rwiemy siłą windy?

Nie. Normalna kotwica. Zobaczcie, w jaki sposób kotwica się zagłębia w dno i jak potem się wyciąga. Czy siłą windy? Konstrukcja kotwicy powinna być taka, że zaczep wgryza się w glebę, ale przy podjechaniu, kiedy łańcuch jest w pionie, kotwica jest wyciągana w łatwy sposób. Tak powinno być. Siłą windy? Nie. Oczywiście są stare metody. Chcecie wyciągnąć kotwicę, to mocuje się łańcuch do dziobu, przemieszcza załogę, tak żeby dziób poszedł wyżej. To takie bajki. Na pewno nie wyciągamy windą kotwiczną gdy widzimy, że coś nie idzie. Gdy jest jakieś zakleszczenie. Musimy się wtedy zorientować, co się dokładnie stało – i jak uwolnić naszą kotwicę.

W którym momencie włączamy alarm kotwiczny?

Powinniśmy włączyć go od razu, gdy stanęliśmy na kotwicy. I on powinien być cały czas włączony. Bo nawet jeśli stanęliśmy i załoga przygotowuje posiłek, czy cokolwiek innego, alarm musi być cały czas włączony. Skipper, dopóki nie ustawi wart, sam obserwuje, czy jacht trzyma się w miejscu. Potem jak już ustawi warty, musi każdego przeszkolić. Okaże się, że przez chwilę jest alarm-pobudka, bo ktoś nie jest pewien, czy kotwica nie puściła. Trzeba przeszkolić swoją załogę.

Wspomnieliście o niemożności wywiezienia kotwicy głównej pontonem. Czy byłoby to możliwie po zamocowaniu do łańcucha odbijaczy itp. i holowanie tego zestawu pontonem?

Taki sposób, jak to robią nurkowe z blokami kamiennymi. Normalnie te bloki nie są ładowane na łódkę i holowane, bo to bez sensu. Nurek ma specjalne balony, które przyczepia do bloku, który jest w wodzie i siła wyporu podnosi blok. Jest on holowany w odpowiednie miejsce.

Odbijaczami? Powiem szczerze: nigdy nie próbowałem, bądź pierwszy.

Czy ma sens wyrywanie kotwicy w przeciwnym kierunku od kierunku rzucania?

Ma jakiś tam sens. Jeśli nie widzicie, co jest pod wodą, bo woda jest mętna i nie widzicie, za co „haknęliście”, to warto iść w drugą stronę i próbować tę kotwicę wyciągnąć. Ale pamiętajcie: nie róbmy tego na chama, bo zrobicie większe szkody.

Opiszcie, proszę, sytuację zatłoczonego kotwicowiska.

To, co mówiłem, pamiętacie tę kotwicę z dziobu i z tyłu. I te jachty się tam przemieszczają, mieszają. Ja to robię tak: rzucam kotwicę, a kotwicę awaryjną rzucam na głębokość, plus dwa metry. Ona szoruje po dnie i trzyma mi rufę – jacht nie myszkuje.

Jacek, co mówi twoje doświadczenie – z jakiej głębokości dla niewprawnego nurka jest szansa na ręczne uwolnienie kotwicy z dna?

Najlepiej z żadnej. Powiem uczciwie: z żadnej. To jest zawsze wysyłanie kogoś pod wodę, jeszcze w porcie. Miałem taką sytuację, w Grecji, wiele lat temu, kiedy w porcie, okazało się, że poprzednim razem jak było, to było czysto, a to była noc, jak rzucałem kotwicę. I nad ranem okazało się, że kotwica trzymała pięknie, ale zaczepiłem ją o jakiś łańcuch. To była głębokość 9 metrów. Ja mówię: „wyciągnę sobie to metodą garnka.” I on skoczył, zanurkował. Wyciągnął to na bezdechu. Niektórzy mówią, że warto mieć butlę. Dla mnie za głęboko. Nie starałbym się nikogo wysyłać pod wodę, po kotwicę. Gdy się okazuje, że nie da się uratować kotwicy – trudno.

Co jest bardziej pewne – kotwica czy bojka?

Dobre pytanie. Kiedy będziesz pewny bojki? Aż zanurkujesz i zobaczysz pod wodą: lina jest taka, blok ma 3,5 tony. Dzierżawca ma 3,5 tony bloku, ma konserwowane liny. W tym miejscu bezpieczniejsza jest boja.

Winda kotwiczna – która jest lepsza: pionowa, pozioma?

Są dwie szkoły. Powiem wam, są jeszcze różne. W ogóle windy kotwiczne to bardzo szeroki temat. One się stale zmieniają, ewoluują. Może osobno na kanale pokażemy filmik z windą kotwiczną, która mnie rozwaliła na łopatki, a zwłaszcza jeśli chodzi o rozsprzęglanie tej windy – to jest kuriozum. Jest wiele wind. Natomiast ważne jest, żeby zapytać obsługi, jeśli widzicie windę, której nie znacie, co jest dokładnie co. Niektóre mają specjalne zatrzaski, które teoretycznie powinny blokować orzech przed przypadkowym ruchem. Jak ten zatrzask zapniemy, przy wyciąganiu bez odpięcia tego zatrzasku, to palimy bezpieczniki na przykład. Każda winda jest inna. Która jest lepsza, która gorsza? Moim zdaniem windy pionowe są ciut lepsze niż poziome.

Jak się ratować, gdy dwie kotwice sąsiednich jednostek splączą się przy bardzo silnym wietrze?

Czy są dalej na dnie. Czy wyciągnęła je jedna lub druga jednostka i one są zaklinczowane między sobą? To jest różnica, jeśli są na dnie. Pytanie jest skomplikowane, bo nie wiemy, jakie są warunki, jakie jest miejsce. Jeżeli np. zklinczowały się dwie kotwice, ale jedna z nich trzyma, a druga jest obwinięta, to teoretycznie można by przykleić się do tego drugiej jachtu i próbować odplątać ten łańcuch, odwiązując końcówkę, ale przyznam, że z czymś takim się nie spotkałem. Pytanie, czy one są na wodzie, czy to jest w Grecji, gdzie rufy są dalej przy kejach, czy na kotwicowisku. Jak są zklinczowane to musiałbym dokładnie znać sytuację.